Chiliandar – duchowy uniwersytet

archimandryta Metody (Marković)

archimandryta Metody (Marković)

Wywiad z archimandrytą Metodym (Marković) ihumenem serbskiego monasteru Chiliandar znajdującego się na Górze Athos. Wywiad został przeprowadzony w radiu Svetigora dnia 31.10.2010.

 

Archimandryta Metody (Marković) urodził w dniu święta Bożego Narodzenia w 1970 roku w mieście Čačak. Na chrzcie otrzymał imię Włodzimierz. Po zakończeniu nauki w szkole średniej i odbyciu służby wojskowej rozpoczął studia na wydziale elektrotechnicznym w Belgradzie. W czasie studiów uczęszczał również do misjonarskiej szkoły działającej prze cerkwi św. Aleksandra Newskiego w Belgradzie. Ojciec Metody wstąpił do monasteru Chiliandar w 1994 roku. W 1997 roku przyjął święcenia kapłańskie. Wcześniej został postrzyżony przez archimandrytę Mojżesza w schimę. Od 1999 roku powierzono mu duchową opiekę nad nowicjuszami. Po pożarze monasteru 2004 roku został wyznaczony na kierownika prac renowacyjnych. Również od tego momentu, zgodnie z decyzją archimandryty Mojżesza, pełnił funkcję jego zastępcy. 18 kwietnia 2010 roku, w Niedzielę Niewiast Niosących Miro, bracia monasteru Chiliandar wybrali ojca Metodego na archimandrytę wspólnoty oraz swego duchowego ojca.

 

W poniższej rozmowie archimandryta Metody opowiedział o swojej drodze do monastycyzmu, o roli jaką spełnia monasteru Chiliandar dzisiaj oraz udzielił wskazówek osobom które myślą o rozpoczęciu życia monastycznego.

 

– Ojcze, proszę opowiedzieć o drodze waszego duchowego rozwoju. Jak długo jesteście w monasterze Chiliandar, kiedy wstąpiliście na drogę życia monastycznego?

 

– Moje życie religijne rozpoczęło się już we wczesnej młodości. Największą zasługę w tym miała moja babcia, która była pobożną, oddaną modlitwie kobietą. Opiekowała się mną jeszcze zanim rozpocząłem naukę w szkole. Prowadzała mnie do cerkwi, modliła się w mojej obecności, tak więc to ona zasiała we mnie wiarę. Dzięki niej miałem to szczęście, że od najmłodszych lat byłem przywiązany do naszej prawosławnej wiary. Moje przywiązanie do prawosławia oraz moja religijność nie były wówczas jeszcze na jakimś wysokim poziomie. Jednak to doświadczenie pomogło mi w późniejszym czasie gdy na początku lat 90 miało miejsce w naszym narodzie swego rodzaju religijne odrodzenie. Pomogło mi to wówczas we wzmocnieniu mojej wiary, która ostatecznie przywiodła mnie do życia monastycznego.

 

W monasterze Chiliandar jestem od 1994 roku. Przybyłem tutaj w dniu pamięci św. Symeona Mirotoczywego1 co było dla mnie jednocześnie szczególnym błogosławieństwem. W 1995 roku w czasie święta Przemienienia Pańskiego zostałem obleczony w riasę. Następnie w 1996 roku w czasie święta Archanioła Michała z rąk naszego zmarłego ihumena Mojżesza przyjąłem postrzyżyny mnisze. W lutym minie już 17 lat odkąd jestem w monasterze Chiliandar.

 

– Opowiedzcie proszę kilka słów o monasterze Chiliandar i o okresie od kiedy Wy w nim jesteście oraz krótko zarysujcie nam historię atoskiego monastycyzmu.

 

– Wydaje mi się, że słuchaczom waszego radia historia monasteru Chiliandar jest dobrze znana. Jeżeli chodzi o okres obejmujący pierwszą połowę lat 90 XX wieku, czyli czas w którym wstąpiłem do monasteru, można powiedzieć, że w naszej wspólnocie nastąpiło duchowe odrodzenie. Najważniejszym momentem w najnowszej historii monasteru była decyzja ojców, dotycząca powrotu monasteru do grupy monasterów o regule życia wspólnotowego (cenobitycznego). Wydarzenie to miało miejsce dwadzieścia lat przed moim wstąpieniem do wspólnoty.

 

Musimy pamiętać, że istnieje też druga reguła życia monastycznego, którą nazywamy idiorytmią. Zgodnie z tą regułą mnich jest zdany wyłącznie sam na siebie. Mnisi w monasterze Chiliandar do momentu podjęcia tej decyzji żyli wprawdzie razem ale każdy posiadał własną regułą modlitewną, którą wypełniał w celi, każdy sam organizował sobie posiłek. W nabożeństwach uczestniczyli wszyscy, ale ta wspólnota nie wyglądała tak jak zostało to ustanowione w regułach wspólnotowego życia monastycznego.

 

Idiorytmia została wprowadzona na Świętej Górze w trudnych czasach tureckiej niewoli. W panujących wówczas warunkach trudno było utrzymać życie wspólnotowe w takiej formie w jakiej istniało ono od czasów św. Atanazego Atoskiego, czyli licząc do dnia dzisiejszego ponad tysiąc lat. W XX wieku monastery powoli zaczęły powracać do wspólnotowej reguły życia. Jednym z ostatnich monasterów, który dołączył do tej grupy był właśnie monaster Chiliandar. Pierwszym ihumenem, po długim czasie, został wybrany już nie żyjący ojciec Paisjusz. Z powodu słabego stanu zdrowia nie mógł on długo piastować swej funkcji. Dlatego zastąpił go nasz ihumen i starzec ojciec Mojżesz2, który w rzeczywistości wziął na swoje duchowe barki trud przejścia z idiorytmi do życia wspólnotowego. Sama decyzja o zmianie reguły życia była łatwa, ale trzeba było ją następnie wprowadzić w życie. Wszyscy dla których osoba naszego starca, ojca Mojżesza, jest obca muszą wiedzieć, że był on niesamowicie pokornym i łagodnym człowiekiem, tak jak to zamyślił sam Bóg. Właśnie on, dzięki swojej pokorze i łagodności, zdołał dokonać rzeczywistego przejścia z idiorytmi do życia wspólnotowego.

 

Miałem to szczęście, że byłem jednym z młodych mnichów, którzy przyszli do monasteru właśnie w tych przełomowych latach i dzięki temu mogłem uczestniczyć w duchowej odnowie. Tak więc moja posługa ihumena, gdy w tym roku zostałem wybrany na jego następcę, jest o wiele lżejsza. Dzięki jego świętym modlitwom będziemy starać się kontynuować drogę, którą on rozpoczął.

 

– Chiliandar zawsze był duchowym uniwersytetem. Jaką pełni rolę dziś? Jaką rolę, waszym zdaniem, monaster powinien pełnić w życiu serbskiej cerkwi współcześnie, w oświeceniu serbskiego narodu?

 

– Monaster był od zawsze duchowym uniwersytetem i można powiedzieć, że odegrał najważniejszą rolę w procesie powstania serbskiej cerkwi jak i samego państwa3. Wszyscy to wiemy. Dziś jego rola oczywiście się zmieniła, przecież teraz same państwo i Cerkiew wykonują już rolę, którą kiedyś pełnił Chiliandar. Monaster Chiliandar w trudnym czasie tureckiej niewoli i różnych pożarów, które wielokrotnie miały miejsce w historii zdołał zachować swe kulturowe i duchowe dobro, dlatego też dzisiaj może on świadczyć o naszej wielkiej historii.

W związku z dzisiejszymi tendencjami i pragnieniem naszego narodu połączenia się z Europą często mówi się, że monaster Chiliandar dobitnie świadczy, o tym że nasz naród od wieków był w Europie. Jednak ważniejsze jest to, że Chiliandar świadczy o naszej przynależności do kręgu kultury chrześcijańskiej Europy. Wydaje mi się, że to jest właśnie najważniejsze świadectwo, które dotyczy strony nacjonalnej jak i kulturowej. Jednak duchowe znaczenie monasteru jest o wiele ważniejsze i z niczym nieporównywalne. Duchowe znaczenie zawiera się w naszych chiliandarskich modlitwach, chiliandarskich czuwaniach podczas których modlimy się za wszystkich ludzi, wszystkich chrześcijan jak i za nasz serbski naród.

 

– Chciałabym poprosić Was Ojcze w imieniu tych, którzy mają zamiar rozpocząć życie monastyczne, abyście Wy jako ihumen tak ważnego dla naszego narodu monasteru wyjaśnili w jaki sposób należy rozpocząć drogę życia monastycznego.

 

– Jest to jedno z tych pytań, które z jednej strony może wydawać się łatwe, ale w rzeczywistości jest bardzo trudne z tego powodu, że dotyczy ono tajemnicy. W Piśmie Świętym, gdy Pan porównywał małżeństwo i bezżeństwo , Jego uczniowie powiedzieli, że jeśli tak ma być mężczyźnie z kobietą to lepiej w ogóle się nie żenić. Ale Pan odpowiedział: tak, ale tylko Ci, którym jest to dane4.

 

Jest to tajemnica, gdyż trudno jest określić na ile mamy tutaj do czynienia z Bożym wezwaniem, a na ile z wolną wolą człowieka. Naturalnie, z jednej jak i z drugiej strony mamy do czynienia z pewnym działaniem, które ostatecznie spotyka się nawzajem. Niemniej jednak jest to tajemnica. Ciężko byłoby to wyjaśnić nawet mnichom, którzy przeżyli całe swoje życie w wysiłkach ascetycznych i wznieśli się na wyżyny duchowe.

 

Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, mogę natomiast przedstawić własne doświadczenia. Pragnienie poświęcenia się życiu monastycznemu pojawiło się w moim sercu w 1989 roku. Ostatecznie wstąpiłem do monasteru w 1994 roku, tak więc minęło 5 lat od pojawienia się pierwszego pragnienia do urzeczywistnienia go. Największy wpływ na mnie wywarły postrzyżyny mnisze, których byłem świadkiem w monasterze Visoki Dečani w 1993 roku podczas święta św. króla Stefana Deczańskiego. Wówczas postrzyżono dwóch mnichów. Po tym wydarzeniu moje pragnienie wzrastało, ale nie było ono na tyle duże, abym mógł uczynić ostateczny krok w tym kierunku. Modliłem się wówczas do świętych mnichów, przede wszystkim do św. Antoniego Wielkiego ojca monastycyzmu oraz do św. Sawy Oświęconego, św. Pachomiusza i Teodozjusza, św. Jana Klimaka, abby Doroteusza. Również do naszych święty ojców św. Symeona Mirotoczywego, św. Sawy i innych, aby mnie utwierdzili w moim postanowieniu. Gdy nadszedł czas wstąpiłem do monasteru.

 

Tak więc jeżeli ktoś odczuwa w swym sercu pragnienie zostania mnichem powinien się modlić. Jeżeli to pragnienie rzeczywiście pochodzi od Boga wówczas pomoc Boża nie zostawi takiego człowieka i to pragnienie pozostanie w jego sercu. Będzie on mógł powiedzieć, że rzeczywiście to sam Bóg go przyzywa. I to jest w rzeczywistości ten moment kiedy człowiek może doświadczyć Bożego wezwania. To wezwanie każdy odczuwa indywidualnie, więc nie ma potrzeby wyjaśnienia jak ono wygląda. Z pewnością trudno też jest to wyjaśnić. Ale ten, który go doświadczy i podejmie decyzję z nadzieją nie powinien mieć wątpliwości. To jest właśnie Boże wezwanie.

 

– Co waszym zdaniem jest najważniejsze w dzisiejszym monastycyzmie? Czy współczesny monastyzym nadal znajduje się na drodze tradycji?

 

– W książce św. Nikodema Atoskiego „Niewidzialna walka” znajduje się jedno bardzo ważne pouczenie dotyczące współczesnego monastycyzmu. Jest tam powiedziane, że my, ludzie dzisiejszej generacji nie jesteśmy w stanie kontynuować wysiłków ascetycznych Ojców, którzy żyli w pierwszych wiekach i ich bezpośrednich następców. Jednakże możemy mieć tak samo jak oni usposobione serce. Możemy posiadać tak samo wielką miłość do Boga i do ludzi. Nikt z nas nie może powiedzieć, że jest to niemożliwie. Z powodu naszej dzisiejszej słabości cielesnej nie jesteśmy w stanie przywrócić całonocnych czuwań i podjąć się wysiłkom postu i modlitwy jakich oni się podejmowali i o których czytamy w ich żywotach. Jednakże nastawienie serca oraz miłość do Boga i ludzi możemy mieć zawsze takie samo i powinniśmy trudzić się każdego dnia, aby ta miłość wzrastała w naszym sercu. W tejże miłości zawiera się usposobienie serca o którym mówił św. Nikodem Atoski.

 

– Ojcze proszę o opowiedzenie o jednym z atoskich starców.

 

– W historii Świętej Góry żyło wielu starców, których imiona zostały zapisane w dyptychach świętych. Jednakże oczywistym jest, że było również wielu świętych, których imiona zna tylko sam Bóg i o których my nie mamy najmniejszego pojęcia. Ważne jednak jest to, że ich imiona zostały zapisane w Księdze Życia. We wstępie do książki „Athoscy asceci XIX wieku” jest opisany przypadek mnicha, który modlił się do Boga, aby Ten objawił mu ilu jest świętych atoskich ojców. Pewnej nocy mnich ten usłyszał w swojej celi głos: „spójrz na gwieździste niebo”. Gdy mnich to uczynił usłyszał odpowiedź: „tylu jest świętych ojców atoskich ile widzisz gwiazd na tym niebie”. Święci starcy żyli na Świętej Górze zarówno w dawnych jak i obecnych czasach. Jednym z najbardziej znanych współczesnych ojców był starzec Paisjusz. Można powiedzieć, że miałem szczęście być przez kilka miesięcy współczesnym mu mnichem w okresie od kiedy wstąpiłem do monasteru Chiliandar do momentu śmierci starca w 1994 r. Duch jego nauk jest jednak nadal żywy na Świętej Górze i oświeca mnichów. Często wydawane są książki mówiące o jego życiu i zawierające jego pouczenia. Zostały one również przetłumaczone na język serbski. Jego pustelnia znajdująca się w pobliżu Karei jest często odwiedzana przez pielgrzymów, którzy przybywają na Świętą Górę.

Trzeba również wspomnieć o bardzo ważnym starcu ojcu Józefie Hezychaście, który również żył w XX wieku, trochę wcześniej od starca Paisjusza.

Włożył on wielki wkład w rozwój duchowy mnichów. Jego uczniowie, których prowadził duchowo, odnowili życie monastyczne w wielu monasterach Świętej Góry. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że jeden z jego uczniów starzec Harłampiusz, który początkowo prowadził swe życie w chiliandarskiej pustelni św. Mikołaja zwanej Burazeri (znajdującej się niedaleko od Karei), po pewnym czasie wraz z braćmi przeniósł się do monasteru św. Dionizego i tam odnowił życie monastyczne. Trzeba również wspomnieć o kolejnym jego uczniu, który również nazywał się Józef. On z kolei odnowił życie w monasterze Watopedi, w którym żyje obecnie około stu mnichów i nowicjuszy. Byłem obecny na pogrzebie tego starca. W czasie uroczystości miało miejsce małe cudo. Starzec zmarł z otwartymi ustami. Bracia starali się je zamknąć, jednak bez powodzenia.

Na Świętej Górze istnieje tradycja, że ciało zmarłego mnicha owija się mantią i składa do grobu bez trumny, aby urzeczywistnić dosłownie słowa Boga: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Zdarzają się wypadki, że ihumen monasteru decyduje aby odsłonić twarz zmarłego, w takim wypadku mantija jest częściowo rozcinana. Tak też zadecydował obecny ihumen monasteru Watopedi ojciec Efrem. Decyzja ta wzbudziła sprzeciw wśród braci. Twierdzili oni, że nie będzie to dostojnie wyglądać, gdy twarz starca, ich duchowego ojca, będzie w takim stanie odsłonięta. Mimo to ihumen nie zmienił zdania i bracia dalej nie protestując wypełnili jego wolę. I w tym momencie wydarzył się cud, gdyż usta starca zamknęły się same, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Uśmiech, który był wyrazem radości duchowego ojca widzącego posłuszeństwo swych dzieci wobec ihumena monasteru. Trudno było uwierzyć, że leżał przed nami człowiek, którego dusza już opuściła ciało. Fotografia uśmiechniętej twarzy starca Józefa obiegła cały świat.

Byłem obecny na pogrzebie starca, który poświęcił całe swe życie Bogu i Bogurodzicy. W rzeczywistości ten pogrzeb zamienił się w święto, albowiem gdy mnich odchodzi z tego świata jednocześnie spełnia swoje największe pragnienie. Jego dusza odchodzi do Boga, dzięki jego indywidualnym wysiłkom jak i modlitewnej pomocy Bogurodzicy, która jest ihumenią całej góry Athos. Odchodzi do Boga, którego kochał całym swym sercem i służeniu któremu poświęcił całe swoje życie. Tak więc takie wydarzenie jest jednym wielkim duchowym świętem. Możliwość uczestniczenia w pogrzebie starca Józefa była dla mnie wielką duchową radością, nauką i błogosławieństwem. Na pogrzebie obecny był też ojciec Efrem (również uczeń starca Józefa Hezychasty), który obecnie przebywa w Ameryce, a wcześniej odnowił życie w monasterze Fileoteu oraz w kilku innych monasterach.

Starzec Józef Hezychasta oraz starzec Paisjusz to dwie wielkie postacie żyjące na Świętej Górze w XX wieku. Przy tej okazji trzeba również wspomnieć o naszym bracie Serbie ojcu Jerzym (Vitkoviciu), który również był uczniem starca Józefa Hezychasty. Grecy znają go pod imieniem Branko. Jako nowicjusz żył on razem ze starcem Józefem. Pochodził z Hercegowiny, którą opuścił po zakończeniu drugiej wojny światowej. Żył w Zachodniej Europie i przez Ziemię Świętą trafił na Athos. Początkowo przebywał w monasterze Chiliandar, gdzie w tamtym czasie jeszcze bracia żyli w idorytmii. Nie odpowiadało to dla ojca Jerzego w związku z czym przeniósł się do rosyjskiego monasteru, a następnie do pustelni starca Józefa. Był obecny przy śmierci swego wielkiego duchowego nauczyciela. Odnośnie jego ascetycznego życia można by było dużo mówić. Opowiem tylko jedną historię. Gdy był jeszcze nowicjuszem, starzec Józef zalecił mu, aby każdą noc poświęcał na modlitwę, pozbawiając się jednocześnie snu. Jego cela znajdowała się niedaleko od celi starca, więc ten od czasu do czasu opuszczał swoją celę i mówił: „Branko nie śpij”. Wówczas Branko wychodził naprzeciw (również opuszczał celę) i mówił: „błogosławcie ojcze, nie śpię, modlę się” i ponownie wracał do celi i oddawał się modlitwie. W taki sposób starzec sprawdzał go każdej nocy. Gdy już jako nowicjusz poddawał się takiemu duchowemu wysiłkowi w następnych latach rozkwitł i stał się jednym z najważniejszych postaci Świętej Góry w drugiej połowie XX wieku. Zmarł w starym rosyjskim monasterze, w miejscu w którym został postrzyżony św. Sawa. Kilka lat temu jego szczątki (moszczy) przenieśliśmy do naszego monasteru Chiliandar i uważamy ojca Jerzego za naszego duchowego obrońcę.

 

– Ojcze co sądzicie o życiu współczesnych chrześcijan? Jaką możecie dać im radę? Co może pomóc w zbawieniu chrześcijaninowi żyjącemu w XXI wieku?

 

– Jedną z przeszkód znajdujących się na drodze życia chrześcijanina w dzisiejszych czasach jest to, że system wartości moralnych został odwrócony. Cnoty chrześcijańskie są wystawione na pośmiewisko, natomiast grzech jest akceptowany, chwalony i przyjęty jako powszechnie obowiązujące prawo. Dlatego też bardzo trudno jest ludziom pragnącym być prawdziwym chrześcijaninem odnaleźć się w sytuacji, gdy system wartości jest wypaczony. Z tego względu bardzo ważnym jest, abyśmy codziennie znaleźli czas na czytanie nie tylko Ewangelii, ale i również duchownych książek, tj. ascetycznej literatury. Czytając te natchnione teksty możemy dowiedzieć się jaki rzeczywiście sposób życia Bóg zamyślił w świecie, który stworzył i dał ludziom. Dzięki temu możemy podjąć próbę, na ile jest to oczywiście w naszej mocy, naprawienia systemu wartości. Jeżeli zaniedbamy lekturę takiej literatury niestety i my zostaniemy wciągnięci przez współczesny duch, który nie był tak groźny i silny jeszcze nigdy w historii. Wielką korzyść możemy czerpać z lektury takich książek. Człowiek w każdym wieku może znaleźć odpowiednią książkę, która pomoże mu w duchowym rozwoju. Jeżeli będziemy poświęcać codziennie na czytanie duchowej literatury od 20 minut do pół godziny to wydaje mi się, że nasza droga zbawienia, duchowego dojrzewania stanie się o wiele lżejsza. W przeciwnym wypadku, gdy skupimy naszą uwagę jedynie na tym co daje nam codzienne życie, wówczas stanie się to o wiele trudniejsze.

 

Linki:

Wywiad z ojcem Metodym – całość (audio).
Pogrzeb starca Józefa Watopedzkiego – film.

 

W opracowaniu tekstu nieocenioną pomoc okazali nam: Jan Makal, Magdalena Kucharewicz, Piotr Sterlingow. Dziękujemy!!!

 

1 Św. Symeon Mirotoczywy (cs. Prepodobnyj Simeon car Serbskij, Mirotocziwyj) – Stefan Nemania (serb. Стефан Немања) ur. około 1113 lub około 1133, zm. 13 lutego 1199 lub 1200 – wielki żupan Raszki (1170-1196), po uniezależnieniu od Bizancjum około 1190 roku nazywanej coraz powszechniej Serbią. Św. Symeon w czasie swego panowania zdołał zjednoczyć Serbów i stworzyć samodzielną, niezależną od Bizancjum państwowość. Około 1196 roku abdykował pozostawiając tron jednemu z młodszych synów Stefanowi. Następnie udał się na Athos do monasteru Watoped gdzie dołączył do swego najmłodszego syna Rastka (św. Sawy). W czasie swego pobytu w klasztorze Stefan-Symeon posłał syna do Konstantynopola w celu uzyskania zgody cesarza Aleksego III Angelosa na założenie na Górze Athos serbskiegomonasteru, na ruinach monasteru Chiliandar. Odniowiony przez św. Symeona i św. Sawę monaster Chiliandar stał się duchowym centrum narodu serbskiego. W czasie tureckiej niewoli monaster, po za swą duchową rolą, był również centrum obrony świadomości narodowej Serbów.

 

2 Archimandryta Mojżesz (Stanisław Żarkowić) – urodził się 10 lutego 1923 r. w Kamenici – wsi znajdującej się w okolicach Valjeva (zachodnia część dzisiejszej Serbii). Na jego duchowy rozwój i wybór drogi monastycznej miał duży wpływ św. Mikołaj (Velimirović). Archimandryta Mojżesz wstąpił do monasteru Žiča jeszcze przed drugą wojną światową, gdzie był uczniem św. Mikołaja. W 1947 roku przyjął postrzyżyny małej schimy a w dwa lata później przyjął święcenia diakońskie. Do monasteru Chiliandar wstąpił w 1964 roku. W 1986 roku został członkiem monasterskiego synodu. Do jego obowiązków należało reprezentowania monasteru w atoskim parlamencie w Karies.

 

24 listopada 1992 r. bracia monasteru wybrali go na ihumena. Uroczyste wprowadzenie na tron ihumena odbyło się w czasie uroczystości związanych z obchodzeniem monasterskiego święta Wprowadzenia Bogurodzicy do Świątyni, 5 grudnia 1992 r.

Archimandryta Mojżesz był drugim ihumenem po odnowieniu życia (powrocie do reguły życia cenobitycznego) w chiliandarskim monasterze. W czasie jego ihumenstwa monaster świętował 800-lecie swego istnienia jak i musiał się zmierzyć z pożarem w 2004 roku. Archimandryta Mojżesz był znany na Atosie jako wybitny znawca typikonu, który surowo egzekwował od braci monasteru. Zostanie zapamiętany przez braci monasteru jak i wszystkich robotników pracujących przy odbudowie monasteru przede wszystkim jako zwykły, skromny mnich.

 

3 Patrz przypis 1.

 

4 Zob. Mt [19,3-12] – Chrystus w rozmowie z faryzeuszami potępił jakiekolwiek oddalenie żony po za przypadkiem nierządu. Zgodnie z panującymi wówczas zwyczajami mężczyzna mógł napisać list rozwodowy i oddalić żonę, pozbawiając ją środków do życia, np. gdy ta nie okazała mu szacunku. Takie podejście do sprawy prowadziło do wielu nadużyć, które jednoznacznie potępił Chrystus.

 

tłumaczenie: o. Wiaczesław (Dejneko)

źródło: Monaster w Sakach